Pomni sukcesu, jakie w naszym Muzeum odniosła przed czterema laty wystawa "
Oooo-powieści Hoffmana, czyli filmowe Ogniem i mieczem na wesoło"
, poszliśmy za przysłowiowym "
ciosem"
. Sądzimy bowiem, iż osobowość twórcza Jerzego Hoffmana i Jego nowe dzieło - "Stara baśń - kiedy słońce było bogiem" jest znakomitym tworzywem do stworzenia wystawy podobnej, czytaj:
interesującej i cieszącej się dużym powodzeniem wśród publiczności. Podziwiać przy tym trzeba odwagę samego Reżysera oraz Producenta filmu - Jerzego Michaluka, że ponownie stawili czoło prześmiewczym obiektywom aparatu fotograficznego Zenona Żyburtowicza, a także ołówkom, piórkom i pędzelkom czołowych polskich karykaturzystów.
Spojrzenie na film z punktu widzenia jego realizatorów powinno i musi być w pełni wiarygodne i odpowiedzialne. Poczucie humoru jednak to nieodzowny element naszego życia, a brak dystansu do samego siebie prowadzi częstokroć do absurdu, ponuractwa i głupoty. Na szczęście, zarówno Hoffman, jak i Michaluk, takie poczucie humoru w pełni posiadają, no i wystawa "Stara baśń na wesoło" stała się faktem.
Odwagę obu panów podziwiać należy tym bardziej, iż przełożenie na żart nowego filmu Jerzego Hoffmana nie jest wcale łatwe. Każde dzieło filmowe rządzi się przecież swoimi prawami, a jego realizatorzy i wykonawcy traktują swoje obowiązki z należytą powagą. Film Hoffmana wpisany w pogranicze opowieści typu "fantasy", horroru i hipperrealizmu sam w sobie śmieszny nie jest. Transcendentalne, ponadczasowe problemy wywodzące się w swych korzeniach z tragedii antycznych i dramatów Szekspira (z "Makbetem" na czele) opowiedziane są w "Starej baśni" całkowicie serio. Nie oznacza to, iż film nie zawiera akcentów żartobliwych, czy wręcz karykaturalnych. Przykładowo przywołać tu możemy kilka postaci bohaterów, którzy zgodnie ze scenariuszem, a także adekwatnie do temperamentu odtwórczego aktorów kreujących poszczególne role, przybierają wspomniane formy właśnie. Myślę tu przede wszystkim o pełnej rubasznego humoru roli Mirsza kreowanej przez Jana Prochyrę, czy też z założenia, groteskowo przerysowanych karykaturalnych figur: Znoska, Jaruchy i Wróżki w znakomitych interpretacjach Andrzeja Pieczyńskiego, Ewy Wiśniewskiej i Krystyny Feldman.
Na samym planie filmowym wydarzyło się też sporo. Towarzyszący ekipie wybitny polski fotografik Zenon Żyburtowicz miał więc co robić. Pomijam tu zdjęcia fotoserwisowe (które nota bene wypełnią kolejny album autorski tego artysty) dokumentujące krok po kroku prace nad filmem. Drugi tor jego działań to tzw. fotożart, w której to specjalności jest prawdziwym mistrzem. Świadom perspektywy wystawy w naszym Muzeum, reportażowe ujęcia zabawnych sytuacji i min aktorów, uzupełniał na bieżąco inscenizowanymi kreacjami o typowo żartobliwym zabarwieniu. Plon jego pracy w tym właśnie zakresie mogą Państwo podziwiać na naszej wystawie i jej katalogu. Nie muszę przy tym dodawać, że to właśnie fotożarty stanowią jej zasadniczy trzon.
Na planie filmowym, dłużej lub krócej, przebywali również trzej rysownicy: Tytus Byczkowski, Jacek Frankowski i Dariusz Łabędzki. Pobyt ten zaowocował prezentowanymi na wystawie, tworzonymi bądź to "na żywo" impresjami z planu, bądź to szkicami do stworzonych później w ciszy pracowni ostatecznych wersji rysunków. Przeważają głównie karykatury portretowe, ale zdarzają się również wizerunki i scenki o bardziej symbolicznym charakterze, a także obrazkowe, kilkuklatkowe historyjki typu reportażowego. Jako przykład przytoczmy tu chociażby tę o wylewaniu smoły w czasie oblężenia grodu Popiela w ujęciu T. Byczkowskiego. O tym samym w sobie anegdotycznym i zabawnym wydarzeniu, zaistniałym w czasie realizacji filmu, pisze osobno w tym katalogu scenograf filmu Andrzej Haliński.
W stosunku do naszej poprzedniej ekspozycji dotyczącej "Ogniem i mieczem", "Stara baśń na wesoło" otrzymała znacznie rozszerzoną formułę. Przy czym formuła ta dotyczyła głównie rysowników. Chodziło nam mianowicie o stworzenie szerokiego kontekstu historyczno-literackiego stąd też podtytuł wystawy "WokóL filmu, legend i powieści".
Zestaw prac rysunkowych, typologicznie rzecz biorąc, jest więc bogaty. Bogaty ilościowo jest też skład osobowy uczestniczących w wystawie karykaturzystów. Tym razem jest to bowiem grupa 20 artystów specjalnie na tę okazję zaproszonych, z takimi tuzami polskiego rysunku humorystyczno-satyrycznego jak: Andrzej Czeczot, Julian Bohdanowicz, Zbigniew Jujka, Tomasz Jura, Edward Lutczyn, Henryk Sawka, czy Janusz Stanny na czele. Cieszy też udział w wystawie dwóch pań: znakomitej portrecistki Małgorzaty Młodnickiej oraz obiecującej nadziei polskiego rysunku humorystycznego Małgorzaty Lazarek.
Efekt pracy rysowników powstały w oparciu o materiał fotoserwisowy i specjalną projekcję roboczej wersji filmu jest zaskakująco różnorodny. Przede wszystkim uderza bogactwo interpretacji impresji na temat samego hasła tytułowego - "Stara baśń". Stało się ono dla rysowników swoistą prowokacją do wprowadzenia w swoje prace kontekstów społeczno-politycznych, odwołujących się do aktualnych wydarzeń, w tym również tych "z ostatniej chwili", ekscytujących niemal całą opinię publiczną naszego kraju.
Osobną kwestią wartą zasygnalizowania są akcesoria symboliczne użyte w pracach plastycznych. Ze zrozumiałych dla wszystkich względów wynikających z treści legendy o królu Popielu, wśród akcesoriów tych królują oczywiście myszy. Czasami groźne i drapieżne, ale zazwyczaj łagodne niczym małe owieczki, a przede wszystkim nader, nader sympatyczne.
Wierny owemu - niemal powszechnemu, chociaż przekornemu przekonaniu, że myszy to nie uciążliwe szkodniki, ale zwierzątka, które naprawdę dają się lubić, serdecznie zapraszam Państwa na naszą Wystawę z Myszką w tytule, lub według uznania - z Myszkami w rolach głównych.