W pejzażu polskiej karykatury zajmuje dziś Andrzej Podulka miejsce dość szczególne. Jest mianowicie artystą suwerennym. Wymyślił dla siebie status wydawcy, co zezwala mu na luksus rysowania rzeczy, które rysować chce i lubi. A studiując bogate dossier prac tego karykaturzysty z lat 1974-2004 trudno nie ugruntować się w przeświadczeniu, że Podulka właściwie zawsze lubił to samo.
Już jako student warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (choć żartuje, że startował do zawodu w wieku dwóch lat, bazgrząc graffiti na płotach!), jako początkujący współpracownik "Sztandaru Młodych" lubił Podulka rysować tzw. czysty humor i piękne kobiety. Nie przepadał natomiast za polityką, co utrudniało mu niewątpliwie karierę w owych czasach, kiedy to sparring z cenzurą należał poniekąd do obowiązków ambitnego karykaturzysty. Takie stronienie od polityki nie stanowiło przy tym jakiejkolwiek deklaracji ideowej. po prostu rysownika bardziej ekscytowały kobiece piersi, niźli czarne okulary generała Jaruzelskiego.
Anatomii kobiecego ciała uczył się zaś młody nasz bohater z rysunków Rolanda Topora. Fascynacja tym francusko-polskim skandalistą objawiła się w twórczości Podulki niemal od zarania. Nigdy też tego nie ukrywał. Topora naśladował biegiem swej kreski, ale także sporo o nim pisał. Należał bowiem Podulka do frakcji karykaturzystów, co lubią pisać. Byli wśród nich Eryk Lipiński, czy Szymon Kobyliński. Tyle że Eryk zwykł uciekać swą pisaniną w zakamarki historii, zapuszczać się nawet często-gęsto w typową literaturę satyryczną, Szymon z kolei wyżywał się w politycznej publicystyce . Podulka pisał o warsztacie swoich sławnych kolegów, w "Sztandarze Młodych" opublikował kilkanaście szkiców poświęconych tendencjom współczesnej karykatury z Zachodu.
Szkic o Rolandzie Toporze miał klimat niemal mił osnego wyznania...
Trwałość tego zauroczenia dokumentuje rozrastający się poprzez lata cykl rysunków Podulki, których centralną postacią jest naga dziewczyna z szopą ciemnych włosów (zresztą nie tyko na głowie!). Zamiast majteczek nosi przemyślnie wkomponowaną w podbrzusze żyletkę polsilver, z łona wyrastają jej polne kwiatki, na kształtnym tyłeczku wypisane ma nuty, wedle których gra wpatrzony w ten pupciowy pulpit malutki skrzypek.
Bo, oczywiście, Podulka rysował także mężczyzn. Tyle że o ile swoim kobietom dorysowywał jedynie jakieś pojedyncze, śmieszne elementy, to w atrakcyjność mężczyzn mniej widać wierząc, czuł się w obowiązku wspomagać ich całą rekwizytornią niecodziennych sytuacji. Zawsze niesłychanie zabawnych, gdyż wspomnieliśmy to już, że Podulka dobrze wiedział , co to jest czysty humor. Że zaś - co także było zaznaczone - wzorował się na Toporze, więc wspomniane sytuacje utrzymane zazwyczaj były w konwencji paryskiego "Harakiri". Vide ów podulkowy typas, co rozsiadł się przy restauracyjnym stoliku, gdzie w kubełku mrozi się szampan, ale na talerzu miast żabich udek kłębią się całe żaby. I pracowicie sobie kopulują! No, ale na innym rysunku widzimy, jak ów typas wbija widelec w małą żabcię, lecz naprzeciw niego wyrasta żabsko-monstrum, zabierające się do konsumpcji malutkiego człowieczka. Czyli humor niby i czysty, ale na czarno. Szcześciem Podulka zapamiętał sobie dewizę Topora: "Dużo ucinałem różnych części człowieczego ciała, ale zawsze używałem do tego tuszu, nigdy krwi!". Horror a la Podulka tez zachowywał zawsze urzekającą umowność. Więcej tam było zabawy, niźli horroru!
Uwyraźnił te tendencję okres ostatniego piętnastolecia, gdy polski rysunek satyryczny - podobnie jak i Polskę - zaczał determinować bóg rynku. Zamiłowanie Podulki do ponętnych panienek częściowo uzasadniało, dlaczego akurat do tego artysty zwrócił się w 1991 roku skandynawski wydawca wchodzącego do naszych kiosków pisma "dla panów", by objał on artystyczne kierownictwo tego magazynu.
Wspomina ten okres Podulka przede wszystkim, jako nieludzką harówkę. Wytchnienia szukał w malarstwie. To oczywiste, że malował te same piękne naguski z burzą włosów. Wymyślił sobie dla całej zabawy zupełnie zgrabną motywację: "Lubię malować młode dziewczyny, ponieważ uroczo wstydzą się swojej nagości. To mnie dopinguje. Naprawdę nie jest łatwo namalować wstyd"...
Na skandynawskiej służbie wytrwał Podulka zaledwie dwa sezony. Ale zasmakował w korzyściach z posiadania własnej trybuny. Jego prywatne wydawnictwo (PODULKAstudio) systematycznie publikuje trzy serie humorystycznych mini-pisemek: "Świeże dowcipy", "Coś z dowcipami", "Ale jaja!". Rysują tam młodzi kandydaci na karykaturzystów, rysujaą koledzy (Zbigniew Ziomecki, Mirosław Hajnos, Tomasz Wilczkiewicz in.), a przede wszystkim sam wydawca. Charakter takich pisemek narzuca tematyczny uniwersalizm, muszą namawiać do śmiechu ze wszystkiego, co aktualne, wieęc też Podulka para się tam nawet polityką. Od wojny w Iraku po Andrzeja Leppera...
Prace Andrzeja Podulki publikowały i publikują liczne czasopisma polskie, trafiały też często na łamy wydawnictw zagranicznych. "Lui", "Club", "Harakiri", "Absou", "Pardon".
Otrzymał wiele nagród, m.in. włoską nagrodę Casino di Sanremo, dwukrotnie Srebrną Szpilkę (1980 -1984) oraz raz Szpilkę Brązową (1983). Lubi żartować, że najwięcej zarobił na rysunku, który przed dwudziestu laty zamieścił w paryskim "Lui", skąd go zakupił na swoje firmowe logo powinien francuski producent artykułów żelaznych. Oto ów rysunek: w zasłanym kołderką łóżku spoczywają grzecznie wciśnięte w poduszkę...śruba i nakrętka. Wyznaję, że ten niewinny żarcik najbardziej chyba lubię z całej z twórczości Podulki.
Co nie oznacza, że nie lubię rysowanych przez niego seksownych dziewcząt. Ale czyż ta nakrętka nie jest bardzo sexy?
Witold Filler