Satyryk ma coś ze striptizera - musi umieć się obnażać. Powoli, kawałek po kawałku, rozgrzewając do czerwoności publiczność. Bo rysowanie rzeczy śmiesznych, a przy tym prawdziwych, równa się obnażaniu autora. Nie chodzi o poczucie humoru - nic w stopniu podobnym jak satyra nie odsłania mentalności artysty, jego postawy i poglądów. U Andrzeja Dudzińskiego rysunkowy striptiz jest zróżnicowany i rozciągnięty w czasie. Artysta swoje dojrzewanie, przeobrażającą się z latami wizję świata, wyraził w trzech postaciach: ptaka, kartofla i hipopotama. A także, każde wcielenie odpowiada innemu stanowi jego ducha. Pierwsze oddaje marzenia, drugie - rozczarowanie i obrzydzenie, trzecie jest próbką pragmatyzmu. Figury, jak się rzekło, istnieją w czasie. Ta najwcześniejsza zespala się z młodością, następna - z wiekiem dojrzałym, ostatnia - z teraźniejszością. Ptak narodził się w PRL-u, ziemniak przytoczył się z Ameryki, hipopotam przytuptał z trzeciej RP. Ptak, tradycyjny symbol wolności, w socjalistycznej Polsce był niecodziennym zjawiskiem. Charakter ptaka Dudiego ujawniała forma jego sylwetki i przybierane przezeń pozy. Był pomysłowy, elegancki, trochę próżny, niezwykle giętki. Powstał w dobie pop-artu i trzymał tamten fason. Kreska, z brawurą prowadzona, wyrażała młodzieńczy entuzjazm jego twórcy. Zgodnie z modą, przypominała drucik. Cienką linię urozmaicały różne desenie: kropki, kratki. Plamy barwne - jeśli się pojawiały - kładzione były płasko, jak wycięte z jednobarwnego papieru. Wszystko nieco trąciło infantylnością. Ale pisane w dymkach wypowiedzi postaci, z pozoru surrealistyczne, zazwyczaj rymowane "od czapy", stanowiły wcale dojrzały komentarz do rzeczywistości. Też surrealistycznej, nieobliczalnej. Niekiedy nadzwyczaj łaskawej dla artystów. Skoro mimo czytelnych aluzji Dudiemu udawało się prześliznąć przez sito cenzury? Ba, nawet powiodła się próba wyfrunięcia na prawdziwą wolność. I tam ptakowi przytarto dzioba, wyrwano pióra. Zachód okazał się wspaniały, ale trudny. Nieprzychylny niepokornym ptakom. Jednak właśnie napotykane tam przeszkody pomogły mu wyszlifować styl i charakter. Rozstał się z manierą pop, zgubił beztroskę i naiwność. A po zagraniu różnych ról w prywatnym teatrze autora, po spotkaniu z nową, wolną Polską zupełnie skapcaniał. Przeobraził się we własną antytezę - Pokraka. Istotę przyziemną, kostropatą, pozbawioną fantazji. Antypatyczną, najpaskudniejszą z możliwych. Głowonóg z oczyma i szczęką w brzuchu, zachwycony przy tym sobą, niedostrzegający w sobie żadnych wad. Rysowany lewą ręką, wyraża wszystko, co negatywne. Nie w autorze - w bliźnich. Dla wydobycia tych cech, artysta dobrał specjalną formę plastyczną. Wcale nie pokraczną - przeciwnie, wielce wysmakowaną. Przemyślaną, świadczącą o doświadczeniu. Mocna kreska zamienia się miejscami w cienką; rwie się, rozdziela, powtarza - jakby autor nie mógł się zdecydować, jak ją poprowadzić. Kolory też rzucane są niedbale, od niechcenia. Nie trzymają się konturów, wyłażą poza ich obręby, rozmazują. Do tego jakieś plamy, jakby efekt niechlujności. Koślawe litery już nie potrzebują dymków, dopełniają kompozycję, współtworzą jej "bylejakość" swym zmiennym duktem. W rezultacie, Pokrak znacznie bliższy jest malarstwu artysty, niż ongiś Dudi-ptak.
Najmłodszy w trójcy - Hipol, jest tworem pośrednim między dwoma poprzednimi. Ani finezyjno-poetycki, ani też odpychający. Rysowany także w odmienny sposób - miękką, płynną i zwinną kreską, dopełnioną tu i ówdzie plamami szarości. Żeby uzyskać iluzję twójwymiarowości. Obły i ciężki, z pozoru dobroduszny. W istocie cwany, kuty na cztery nogi. Napisy - bo i on, jak poprzednie figury, ma wiele do powiedzenia, co wyraża rymowankami - wyrastają jak tęcza ponad jego sylwetką, podkreślają zaokrąglone kształty. Wszystkim bohaterom Dudzińskiego towarzyszy istotka szczuropodobna. Również zmieniająca się z latami, ale głównie z wyglądu. Bo charakter zachowuje ten sam - jest jak jednoosobowy chór grecki, dopowiadający kwestie. Zdaje się być płci żeńskiej, choć to nie jest pewne. Wykazuje niebywały spryt i przytomność umysłu. Obserwuje scenki i do nich się odnosi. Dogryza, dopowiada, radzi. Innym, a przede wszystkim sobie. Radzi sobie dobrze w każdej sytuacji, z każdym partnerem, na jakiego skazuje go autor. I podejrzewam, że właśnie do tego zwierzątka Andrzej Dudziński jest najmocniej przywiązany.
Monika Małkowska