czwartek 12 kwietnia 2007 - Muzeum Karykatury, Kozia 11

Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego znów zaproponowało seans terapii uśmiechu. Zaprezentowana została książka poświęcona twórczości Legendy polskiej karykatury, znakomitego humorysty - Zbigniewa Lengrena. Zmarły przez czterema laty artysta znany przede wszystkim jako rysownik i ilustrator był również twórcą autorskich książek, felietonów, scenariuszy filmowych i telewizyjnych, a nawet artystą estrady.

Uprawiając te wszystkie profesje, niezależnie od aktualnie wykonywanej, potrafił rozśmieszyć do łez swych czytelników i widzów. A, że żył długo, można powiedzieć, że jego humor bawił kilka pokoleń Polaków.

Wszystko wskazuje na to, że dzięki książce przygotowanej przez wydawnictwo Bosz "Nie bij jej, bo się spocisz" twórca profesora Filutka znów rozjaśniać będzie nasze smutne oblicza. Bo, jak twierdzi wydawca, jesteśmy raczej narodem ponurym. Marnie też jest z naszym poczuciem humoru, a już żarty na własny temat nie wychodzą nam zupełnie. Bądźmy dobrej myśli, że lekiem na te dolegliwości będzie właśnie wydawnicza seria wydawnicza Bosza poświęcona wybitnym polskim rysownikom-humorystom. Po Andrzeju Lichocie i jego rysunkowym ludziku o imieniu Ted, do księgarń trafia Zbigniew Lengren z profesorem Filutkiem, Fafikiem i innymi śmiesznymi bohaterami.

Promocja książki odbyła się 12 kwietnia 2007 o godz. 18 w siedzibie Muzeum przy ulicy Koziej 11.

Nie bij jej, bo się spocisz

Ten żart - w wersji słownej, nie rysunkowej - znają prawie wszyscy - tak jak się zna przysłowia i powiedzonka narodowe. Niewiele osób jednak wie, że został wymyślony przez Zbigniewa Lengrena, a było to dawno temu, bo w latach pięćdziesiątych XX wieku. Lengren nie tylko żart wymyślił, ale narysował go mistrzowsko, doskonale "reżyserując" całą scenkę.

Na czym to mistrzostwo polega? Przede wszystkim na syntezie, skrócie i czystości formy. Poza tym narysowany kadr jest ujęciem nowoczesnym. Większość rysowników, a już na pewno ci, którzy zaczynają rysować, przedstawiają sylwetki z profilu i płasko. Trochę to jest podobne do fresków ze starożytnych egipskich świątyń - widocznie uproszczenie sprawia, że łatwo jest przekazać gest i ruch postaci.

Bardziej zaawansowani technicznie uwzględniają perspektywę, a postacie są trójwymiarowe. Natomiast prawdziwi mistrzowie - tacy jak Lengren - rysują oszczędnie, ale z łatwością budują przestrzeń, umieszczając oglądającego w miejscu, które im odpowiada - z góry, z boku, z dołu?

Rysunek z czułą matką w sukience w groszki, która przez okno pilnuje swojego synka, jest nie tylko śmieszny, ale oprócz tego doskonale skonstruowany, to "perła w koronie" zabawnych, lekkich rysunkowych anegdot Zbigniewa Lengrena.

W tym dowcipie rysunkowym autor, posługując się filmowym kadrem, przekazał bardzo wiele informacji: ludowe pochodzenie właścicielki rozbudowanego tyłu, traktowanie okna jak mostka kapitańskiego - leniwie ułożone na nim ciało sugeruje brak innych zajęć, wreszcie widocznego w oddali chłopczyka, który mimo agresji jest śmieszny i wzbudza sympatię swoją zapalczywością i energią, która kontrastuje z lenistwem matki. Wszystko to narysowane pewną i elegancką kreską, bez kleksów i poprawek, słowem - kto tak dziś potrafi?

W książce Nie bij jej, bo się spocisz zebrane są rysunki znane i mniej znane. Wszystkie zaś opowiadają o nas. Jak widać, wcale się nie zmieniamy, wszystkie żarty są ciągle aktualne i chociaż śmieszą, to w gruncie rzeczy nie obrażają nikogo.

Lengren generalnie lubił ludzi, tylko nie znosił nudziarzy, nadętych ważniaków - ich wyśmiewał bezlitośnie. Za to dla dzieci, staruszków i zwierząt był bardzo wyrozumiały. Najbardziej jednak lubił kobiety - i to wszystkie bez wyjątku. Młode i piękne - to oczywiste, śmieszne, głupie, przemądrzałe, grube, chude, stare, młode, aktywne, pasywne, łatwe i trudne - Naprawdę wszystkie. Wszelkie ich rodzaje można też odnaleźć w rysunkach Lengrena. Wszelkie - poza jednym: nigdy nie rysował brzydkich kobiet - jego zdaniem takie nie istniały. Nie robił też kobietom tak zwanych karykatur. Raczej dodawał im ciepła i urody.

Dlatego po raz drugi ciśnie się pod pióro to westchnienie: kto dziś tak potrafi? Jaka szkoda, że prawdziwi przedwojenni "kobieciarze" wymarli chyba bezpotomnie! Tak się przynajmniej współczesnym kobietom wydaje? Na szczęście rysunki mogą choć w części odtworzyć niedzisiejszą elegancję z młodzieńczym poczuciem humoru, który - jak widać - nie starzeje się wcale.

Miłego oglądania, serdecznego śmiechu
życzy
Katarzyna Lengren