Zygmunt Januszewski
UCIEKANIE W SIEBIE

Zygmunt Januszewski. Kto to jest? Niby satyryk, niby karykaturzysta, na pewno znakomity rysownik-ilustrator, ale przecież również... no, kto? Na to pytanie odpowiedzieć wcale nie łatwo. Januszewski-symbolista? Tak. Januszewski wizjoner, prawie "prorok"? Pewno tak. Januszewski grafik, perfekcyjny "warsztatowiec"? Na pewno tak. I tak możemy takie i podobne pytania stawiać sobie bez końca. Odpowiedzi z reguły będą twierdzące. Jedno jest pewne. Zygmunt jest fachowcem, i to w wielowymiarowym pojęciu tego znaczenia i terminu. Jego rysowanie bowiem wybiega poza normalny tryb artystycznego myślenia. Kontrolując rzeczywistość, prace Zygmunta patrzą w przeszłość i przyszłość równocześnie. Ten człowiek coś goni i coś go goni.

Przez tę permanentną gonitwę, poprzez symbole oczywiście, próbuje ustalić znaczenia ostateczne. To ostatnie sformułowanie jest zbyt może pompatyczne, ale Zygmunt taki jest. Po prostu. Pragnie być sobą uciekając w Siebie. Jego słynne piki, lance, chorągiewki i korowody, jego antytetycznie zestawione twarze, pomieszanie historycznie istniejących znaków, (a czasem nawet konkretnych postaci: Marks, Kolumb, itp.) z widzeniem rzeczywistym, czyli dzisiejszym - to Jego domena. Gonitwa, gonitwa, gonitwa! Bo Zygmunt ciągle za czymś goni, chce czegoś dociec, czego? PRAWDY! A teraz konkretniej. Ten artysta o perfekcyjnej wręcz warsztatowej sprawności i niezaprzeczalnym talencie "rasowego" rysownika, piszącym o nim "biografom i apologetom" sprawia wiele kłopotów. Niby jest w swych wizjach ponadczasowy i uniwersalny, ale jego rysunki zestawiane z gazetowymi tekstami o aktualnym czy też informacyjnym charakterze są także znakomitym komentarzem rzeczywistości. Codzienna "Gazeta Wyborcza", tygodniki "Przegląd Techniczny" (nieistniejący już niestety), "Wprost", a także polsko-niemiecki "Dialog", żeby wymienić tylko najbardziej znaczące tytuły, w których Zygmunt publikował lub publikuje swe prace, w pełni umiały skorzystać z jego intelektualnych i artystycznych zdolności. Dzięki tym pismom właśnie, Januszewski jest obecny w świadomości społecznej. Artysta-Erudyta, to nieczęste zjawisko w naszym życiu kulturalnym. Sam Zygmunt określa się również jednak mianem rysownika satyrycznego. To prawda! On nim jest. Trafność jego skojarzeń i znakomitej w swym wyrazie symboliki graficznych znaków, pobudza do spontanicznej wręcz aklamacji. Ale, czy to jest żartowniś i humorysta? Myślę, że przy uznaniu i zrozumieniu całej gamy zachowań charakterystycznych dla tych postaw jest, przy ich zachowaniu, przede wszystkim mądrym moralistą.

Januszewski zna również perfekcyjnie kulturę niemieckiej strefy językowej, a dzięki doskonałej znajomości języka zaskarbił sobie w Niemczech, Austrii i Szwajcarii nie tylko artystyczne uznanie, ale przede wszystkim zrozumienie swych intelektualnych koncepcji i sposobu myślenia. I w takim kontekście można bez żadnej żenady powiedzieć, że jest znakomitym Ambasadorem polsko-niemieckich związków i kontaktów. Ambasadorem zbliżenia i pojednania.

Januszewski był i jest nadal bardzo mocno związany z Muzeum Karykatury w Warszawie, niemal od początku jego 20-letniego istnienia. Uczestnicząc aktywnie w problemowych wystawach zbiorowych organizowanych przez Muzeum właśnie, był na nich dostrzegany i niezaprzeczalnie widoczny, dzięki charakterystycznym, odmiennym od innych artystów cechom swej twórczości. Dostosowując się do wymogów tematycznych ekspozycji, nigdy jednak nie przestawał być Sobą. I tym samym istotnie wpływał (i oczywiście wpływa nadal) na ogólny obraz i kształt współczesnego polskiego rysunku satyrycznego.

Jest także swoistym fenomenem, że artysta ten, podobnie jak w naszym kraju jest znany i ceniony również zagranicą, głównie w Niemczech. Tam też doczekał się (jako jedyny z Polaków) wystawy w tak prestiżowym muzeum jak Wilhelm-Busch-Museum w Hanowerze obok takich tuzów światowej satyry jak Roland Topor, Saul Steinberg czy André Francois. No i cóż ja mam zrobić z tym Zygmuntem? Dalej stawiać mu pomnik i wystawiać laurki? Myślę, że jest to zbędne. Zygmunt Januszewski po prostu istnieje. "Nękając" nas swoimi rysunkami zmusza do refleksji i zadumy. Zmusza do myślenia, a jednocześnie śmieszy i rozśmiesza.

I to jest jego siła! Uciekając w Siebie jest jednocześnie bliski Nam Wszystkim.

Marek Wojciech Chmurzyński
Dyrektor Muzeum Karykatury
w Warszawie 1997